Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Kuba_L
Dołączył: 21 Maj 2008
Posty: 119
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Kościelec
|
Wysłany: Czw 16:14, 18 Lut 2010 Temat postu: |
|
|
Nie znając innych technik obrony przed rozwścieczonym psem (teraz jestem mądrzejszy o podnoszenie za tylne nogi czy ogon, pozostaje tylko pytanie co wtedy miałbym zrobić ze swoim psem skoro był na smyczy) że próbuję podciągać to pod obronę konieczną. Tylko że obrona konieczna to sąd. A w sądzie pewnie okazałoby się że albo drażniłem psa przez siatkę, albo szczułem 8-miesięcznym psem kilkuletnią większą sukę.
W każdym bądź razie Magnitudo ma rację że nóż mocno zaognił sprawę, aczkolwiek nie po to ma się psa żeby zostawiać go w potrzebie i pomimo że czuję się jak potencjalny morderca to mając nóż przy sobie i zostawiając Pepę na pastwę drugiego psa czułbym się chyba gorzej.
No i cały czas szkoda mi tego ON-ka.
|
|
Powrót do góry |
|
|
|
|
Irish
Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 83
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Sosnowiec
|
Wysłany: Czw 16:23, 18 Lut 2010 Temat postu: |
|
|
egzamin mam w sobotę ale postaram się dopisać ciąg dalszy w weekend...
|
|
Powrót do góry |
|
|
magnitudo
Moderator
Dołączył: 20 Lut 2007
Posty: 13321
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Poznań
|
Wysłany: Czw 16:38, 18 Lut 2010 Temat postu: |
|
|
Kuba, ja ci się wcale nie dziwię ja bym chyba zaszlachtowała taką sytuację miałam z 3 miesięczną Tamisią, szliśmy przez osiedlowe uliczki, ja z Minią na smyczy, a zza ogrodzenia wyskoczyła ogromna, szarżująca ONka, tylko przytomność umysłu mojego TZ ocaliły moje szczenię kop w nos tuż przed Tamizą spowodował osunięcie się suki na ziemię, żebyś widział tego spasłego, czerwonego ze złości właściciela miał pecha bo świadków tego zdarzenia było bez liku i musiał jak niepyszny uciekać do domu przed sąsiadami, zaraz potem wywiózł sukę na wieś bo to ponoć nie pierwszy taki numer był
czasem z rozrzewnieniem wspominam czasy kiedy u mojego boku chodził Pongo, olbrzymi leonberger on miał taką siłę spokoju, że nawet te grozne burki odwracały głowę na bok miał 2 kolizje, jedną z psem sąsiada, który usiłował wejść do nas na posesję, drugą gdy naszego zniedołężniałego borzoja zaatakował doberman, wtedy w obronie Amura popuściłam smycz a właścicielka dobermana zapłaciła o 23 w nocy kolegium( krew z jej psa posłużyła za dowód, że jej pies dziabnął mojego TZ) i kilka dni póżniej psa wywiozła (przed tym pochodziła sobie na obserwację do weta) bo też był czołowy zakapior (foxa equitany też poszarpał) cudny był nasz Pongolek
jak tak siebie czytam to ja okropna jestem, żeby psy tak oskarżać o pogryzienie ale to skutkuje, niestety
Ostatnio zmieniony przez magnitudo dnia Czw 16:42, 18 Lut 2010, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
|
equitana
Moderator
Dołączył: 15 Lut 2007
Posty: 8200
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Poznań!
|
Wysłany: Czw 16:56, 18 Lut 2010 Temat postu: |
|
|
Kuba, kup sobie gaz pieprzowy. Kiedys Kardusia miała problemy z atakujacym AST-em, po pierwszym uzyciu gazu na sam dzwięk " pssssssssik" pies zwiewał. owszem, podczas zadymy mozesz i swojemu psu zaaplikować cz troche gazu,ale lepszy gaz niz rozszarpane gardło itp. Gaz , polecany przez Kardusię to [link widoczny dla zalogowanych] . Staram się go na spacery zabierać, zwłaszcza od czasu pogryzienia szczennej Heski przez mixa rotka i amstaffa
|
|
Powrót do góry |
|
|
coztego
Gość
|
Wysłany: Pią 11:14, 19 Lut 2010 Temat postu: |
|
|
Magnitudo napisał: | coztego napisał: | Kuba_L napisał: | Wg. niego bo dopytywał się prawnika to on nie będzie miał żadnych konsekwencji, pies mu zawsze może uciec |
To jakiś wybitny prawnik musiał być |
prawnik miał, chyba , rację bo była interwencja z nożem |
Ale nie ma takiego usprawiedliwienia z prawnego puntu widzenia, że "pies zawsze może uciec". Pies NIE MOŻE uciec. Człowiek odpowiada za swojego psa zawsze i powinien dołożyć wszelkich starań, żeby kontroli nad psem nie stracić. Skoro stracił, to znaczy, że coś zaniedbał. I nie sądzę, żeby sąd miał litość dla szarżującego ONka...
|
|
Powrót do góry |
|
|
magnitudo
Moderator
Dołączył: 20 Lut 2007
Posty: 13321
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Poznań
|
|
Powrót do góry |
|
|
coztego
Gość
|
Wysłany: Pią 14:19, 19 Lut 2010 Temat postu: |
|
|
Nijak ma się to do sprawy, bo tamten pudelek był bez smyczy (nie wnikając w to jak było naprawdę) i to czy pogryzł go ON czy york nie miało znaczenia dla sprawy. W sprawie Kuby ON był bez smyczy i zaatakował.
Znam sprawę sądową, w której duży pies zagryzł yorka. Właściciel dużego psa nie poniósł żadnych konsekwencji bo pies był na smyczy, a york bez i sam podbiegł do dużego. I jak dla mnie sąd miał rację.
|
|
Powrót do góry |
|
|
beata
Zaangażowany
Dołączył: 19 Sty 2009
Posty: 2611
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Nowy Sacz
|
Wysłany: Pią 20:43, 19 Lut 2010 Temat postu: |
|
|
Czytam i gleboko sie zastanawiam jak wykonac chwyt za przednie lub tylne lapy atakujacego psa moja suke, kiedy jestem sama i nie ma osoby towarzyszacej .
Jezeli sie pochyle zeby zlapac za przednie nogi atakujacego psa - to wystawie tym samym swoj wlasny kark na atak ,twarz ,rece itd.wszystko co bedzie w zasiegu jego zebow .
Bardziej jestem za chwytem za tylne lapy - ale i tu problem z wykonaniem , bo jezeli jest to duzy pies ten atakujacy - to musze znalezc sie na jego tyle aby lapy znalazly sie w zasiegu moich rak ,a przeciez jednoczesnie trzymam smycz mojego psa odciagajac go od napastnika - czyli w pojedynke niewykonalne .
Pozostaje faktycznie jako obrona konieczna { w naszym prawie nie jest scisle okreslone co do niej moze sluzyc i jaka jest jej granica - zalezy to od interpretacji sadu - wiele przykladow w wyrokach na przestrzeni lat } dobrze wywazony i wymierzony kopniak ,jezeli sie uda to atak na oczy i nos ,kij zakonczony szpikulcem { laska } no i oczywiscie gaz popieram jak najbardziej .
Kuba ,moim zdaniem nie miales innego wyjscia,broniles psa tak jakbys bronil siebie przed jego atakiem . :axe
|
|
Powrót do góry |
|
|
vista
Dołączył: 03 Kwi 2008
Posty: 414
Przeczytał: 0 tematów
|
Wysłany: Pią 22:07, 19 Lut 2010 Temat postu: |
|
|
My mieliśmy takiego sąsiada który bardzo nas nie lubił, a wyżywał się na naszych psach. Nasza 18 letnia pudlica trzymała go w śmietniku 3 dni bo wychodziła bez opieki, zrobił kolegium, no ale mu się nie udało sędzia sie uśmiała, wiec szczuł swoim psem nasze miał sukę podobna do DONa córkę pudlicy pogryzła kilka razy, Astkę zaatakowała mi raz na polu gdy mała miała 9 miesięcy pogryzła ja konkretnie nie pomagały chodzenia na skargę, policja, no trudno sie mówi stało się, sąsiad tylko nie przewidział że kiedyś Amstaffka dorośnie. Następne starcie miało miejsce jakieś poł roku pózniej nasza suka była w kagańcu dla obrony został on jej zdjęty no i pokazała że sobie w kasze dmuchać nie da, sąsiad trochę pokrzyczał " kur.. bierz bo ci przypierdo.." ale od tego czasu suka już do nas nie podeszła. A Dyzka zaatakował mi raz fox, wyskoczył z bramy w efekcie pokąsał mnie trochę po nodze, w sumie spodni nie rozerwał więc darowałam
|
|
Powrót do góry |
|
|
Kuba_L
Dołączył: 21 Maj 2008
Posty: 119
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Kościelec
|
Wysłany: Pią 23:18, 19 Lut 2010 Temat postu: |
|
|
Może ciężko w to uwierzyć ale ... szczęśliwe w nieszczęściu zakończenie. Ale już piszę co i jak.
Od zajścia mija teraz prawie 3 tygodnie i nie ukrywam że kiedy wczoraj w końcu wszystko opisywałem miałem maksymalny dołek psychiczny oprócz samego wieczora "po". Wczoraj odbyła się ostatnia rozmowa "wyłącznie w temacie zajścia" i chyba sąsiad czytał forum bo odniosłem wrażenie kolejnego obrotu o 180 st. tym razem we właściwą stronę. Rozmowa w dobrej i miłej jak na temat atmosferze i "po" wszyscy zadowoleni.
W kilku punktach może dla odmiany sąsiada wybielę żeby nie było że to taki czarny do końca charakter
- tak jak pisałem zupełnie inne nastawienie przy rozmowie co już dla mnie było zaskoczeniem (myślałem że będzie ciężko a wróciliśmy do stylu po zdarzeniu, rzeczowo, ze zrozumieniem wręcz sympatycznie i gdyby tak było przez cały czas złego słowa bym nie powiedział bo rozumiem pretensje o użycie noża)
- wałęsające psy to faktycznie u mnie plaga, ale ... tego konkretnego ONKA poza posesją widziałem dosłownie 2 razy i zawsze z właścicielem, nigdy samego, to jest sam koniec wsi i rozumiem że mogła człowieka zgubić rutyna.
Generalnie stwierdzenie "mi pies może uciec" strasznie mi się nie podoba bo uważam tak samo jak coztego że pies uciec nie może, ale słowa o możliwości ucieczki zawsze można wypowiedzieć w odpowiedni sposób tak że wiemy co miał na myśli mówca. Wtedy wyglądało to po tonie na próbę zasłonięcia się ubezpieczeniem (i niech się dzieje wola nieba, a ja mam to gdzieś) tak wtedy to odebrałem. Po wczorajszym mam nadzieję że się myliłem.
Co do kopnięcia agresora w trakcie walki, po pierwszym lub drugim wiedziałem że nie ma to sensu bo prędzej wyląduję na tyłku niż porządnie kopnę (droga z utwardzonego śniegu).
Zamawiam gaz.
Noża nie polecam (chyba tylko w wyjątkowych przypadkach). Co prawda skuteczny ale za użycie płaci się sporą cenę (nerwy, nerwy, nerwy). Druga sprawa że patrząc na to co działo się w ostatnich tygodniach na ulicy bardzo łatwo zostaniemy przypisani do "odpowiedniej" a przynajmniej podejrzanej kategorii ludzi (lub samemu tak się czuć) .
Z sąsiadem umówiliśmy się wiosennie na "powtórne zapoznanie psów". tym razem pod pełną kontrolą oraz . Widywać się będą często bo poza trasą spacerową mam też tam trasę biegową więc chyba warto zaryzykować.
Happy End? Nie mam pojęcia. Na tyle na ile możliwe mam nadzieję. Na pewno poinformuję jak coś w tym temacie się jeszcze wydarzy.
A żeby nie było tak słodko to oczywiście dziś wzdłuż mojego ogrodzenia przebiegło kilka(naście zapewne) psów. W tym konkretnej postury ON z obrożą (chyba pies, napewno nie tamten ). Oczywiście a jakże wszystkie bez właściciela
|
|
Powrót do góry |
|
|
Flaire
Weteran
Dołączył: 14 Lut 2007
Posty: 10529
Przeczytał: 0 tematów
|
Wysłany: Pią 23:52, 19 Lut 2010 Temat postu: |
|
|
Kuba_L, brawo! Cieszę się z pozytywnego zakończenia. A tak w ogóle, to bardzo mi się podoba Twoje stanowisko we wpisach w tym temacie. Ja sama nie odważyłabym się użyć noża, bo bałabym się, że będę się czuć właśnie tak, jak Ty się czułeś po jego użyciu.
|
|
Powrót do góry |
|
|
Kuba_L
Dołączył: 21 Maj 2008
Posty: 119
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Kościelec
|
Wysłany: Sob 0:04, 20 Lut 2010 Temat postu: |
|
|
Wiesz Flaire, do tej pory jak lazłem na spacer czy bieganie to żonka prawie zawsze mówiła żebyśmy na siebie uważali (ze względu na te wałęsające się psiury właśnie), a ja jej na to że mam swojego "leśnego pomocnika". Generalnie ona była spokojniejsza, a ja traktowałem to jako wisielczy humor. Życie jednak w złośliwy sposób weryfikuje sytuacje i dla mnie samym szokiem było w jak "automatyczny" sposób człowiek może działać. Samo zajście od szarży po odskoczenie psa trwało może pół minuty, a może mniej. Nikomu nie życzę.
|
|
Powrót do góry |
|
|
Flaire
Weteran
Dołączył: 14 Lut 2007
Posty: 10529
Przeczytał: 0 tematów
|
Wysłany: Sob 0:43, 20 Lut 2010 Temat postu: |
|
|
Kuba_L napisał: | dla mnie samym szokiem było w jak "automatyczny" sposób człowiek może działać | Masz rację. Ja się mam za pacyfistkę, choć może po prostu jestem tchórzem, ale tak naprawdę to nie mam pojęcia, jak bym zareagowała w takiej sytuacji. Jak dotąd, na szczęście, nigdy nic podobnego mi się ni przytrafiło, ale Lotka aż prosi się, żeby ją jakiś pies zaatakował... Więc może też z pieprzem powinnam chodziś.
|
|
Powrót do góry |
|
|
Irish
Dołączył: 08 Lip 2007
Posty: 83
Przeczytał: 0 tematów
Skąd: Sosnowiec
|
Wysłany: Pon 14:28, 01 Mar 2010 Temat postu: |
|
|
ok kończymy, policja przyjechała, krótka wymiana zdań, opis sytuacji, jakie postępowanie(do wyboru mandat dla tej Pani w wysokości 250, upomnienie, sąd grodzki). Decyduję się na sąd, policjant lekko zdziwiony ale ok. Idziemy. Wychodzi nie właścicielka ale jej mąż(którego nie było przy zajściu). Dyskusja, w której początkowo próbuje załagodzić sytuację, a później o?! wmówić że to moja wina, że wcześniej też była moja wina, bo chodząc z psami to szczuję je na jego biednego pieska. Że chodzę z psami bez smyczy(to fakt ale w każdej chwili mogę je odwołać i co najważniejsze moje psy mnie słuchają , poza tym nawet mając 2 na smyczy przy szarpnięciu ja zostaję w miejscu, a nie jadę po glebie wleczony na smyczy albo nie patrzę na psa i kikut swojej urwanej ręki przyczepionej do psiej smyczy znikający w dali). 5 - 10 minut dyskusji, zaświadczenia o szczepieniach, wychodzi właścicielka i wrzeszczeć zaczyna od samego progu, mąż ją wpycha do domu ta za chwilę wraca. W jej wypowiedzi(dość głośnej) wersja wydarzeń zmienia się trzykrotnie (za blisko podszedłem, Bingo i Johny się na nią rzucili, szczułem ją psami). Pomijam żałosne wcinki w stylu jaką to ona ma ciężką pracę i odpowiedzialną. Słuchając jej wypowiedzi(nie powiem brzydko oszczerstw) w pewnym momencie odwróciłem się bo nie mogłem tego wytrzymać i poszedłem do siebie po książeczki zdrowia. W moje plecy zaczęły lecieć od razu inwektywy z ich stron że cham, prostak że się plecami odwraca, nie zareagowałem. Wróciłem, policjant wziął moją stronę co mnie mocno zdziwiło(Pani chciała od razu złożyć doniesienie na mnie że prowadzam psy bez smyczy - a on jej na to, że teraz to przyjechał na moje wezwanie a jak ona chce składać to niech poczeka aż oni odjadą i zadzwoni na 997 - setnie mnie to ubawiło). Próbował załagodzić sytuację ale z marnym skutkiem. Poinformował o tym że wniosek trafi do sądu i się pożegnaliśmy. Sprawa miała miejsce w poniedziałek, poinformowali mnie, że po sporządzeniu notatki zadzwoni do mnie dzielnicowy w celu ustalenia terminu złożenia wyjaśnień na komendzie. Dowiedziałem się że oni też nie mogą nic więcej zrobić ponieważ nie ma żadnych DOWODÓW. Oświadczenie poszkodowanego nie jest żadnym dowodem :/...a o tym co się działo na komendzie już niebawem
|
|
Powrót do góry |
|
|
herba
Zaangażowany
Dołączył: 24 Lut 2008
Posty: 476
Przeczytał: 0 tematów
|
Wysłany: Pon 19:20, 01 Mar 2010 Temat postu: |
|
|
Ja tam chodzę z takim gazem:
[link widoczny dla zalogowanych]
Widziałam w jakimś "psim" amerykańskim programie, że do rozpędzenia gryzących się psów używano sprężonego powietrza z zapachem cytrynowym. Nie wiem czy w Polsce coś takiego jest do kupienia.
Miałam kiedyś strumieniowy ale przy zajściu trudno było trafić w skaczącego psa. Na szczęście syk gazu odstraszył atakującego psa.
I jeszcze kiedyś udało mi się powstrzymać szarżującego ONka w pewnym sensie też przy pomocy gazu. Z drzwi domu na nieogrodzonej posesji wystartował na nas ONek. Moja sucz była na smyczy. Stanęłam pomiędzy psami zaciskając gaz w ręce.Może zaskoczyła tego psa moja reakcja, czy może zobaczył w moich oczach coś wyjątkowo niedobrego, bo zatrzymał się. I tak stałiśmy....Na szczęście wyjrzała z drzwi tegoż domu kobita i odwołała psa.
|
|
Powrót do góry |
|
|
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|